niedziela, 27 lipca 2014

Macco di Fava, krem ze świeżego bobu

Kolejny pomysł na bób, tym razem będzie to zupa; gęsta, dietetyczna i pełna smaku. Jej dodatkowymi walorami są krótki czas przygotowania i łatwość.
Smak na najwyższym poziomie nie jest proporcjonalny do tego, jak proste jest jej wykonanie. To zdecydowanie popisowe i efektowne danie, które warto wypróbować i włączyć do menu na stałe.







Macco di Fava

krem ze świeżego bobu

składniki:

500 g młodego bobu, obranego z łupiny
czerwona cebula, pokrojona w plasterki
oliwa z pierwszego tłoczenia
łyżka szałwii, posiekanej
łyżka natki pietruszki, posiekanej
500 ml wody
sól i pieprz do smaku
ser pecorino, świeżo tarty
jajka przepiórcze, po jednym na talerz



Jak zrobiłam:
1.      W garnku na oliwie zeszkliłam cebulę, dodałam bób, który wcześniej obrałam z łupiny, poddusiłam razem 5 minut. Wcześniej odłożyłam łyżkę bobu do udekorowania.
2.      Wlałam wodę, dodałam sól i pieprz. Gotowałam, aż bób był miękki. Zmiksowałam całość.
3.      Dodałam szałwię, natkę pietruszki i łyżkę oliwy. Wymieszałam i doprawiłam solą i pieprzem.
Jajka przepiórcze smażyłam chwilę na oliwie. Zupę rozlałam do miseczek, udekorowałam bobem, wyłożyłam jajka przepiórcze na wierzchu i obficie posypałam serem pecorino.

Gorąco polecam krem z bobu, jest doskonały. Jajka przepiórcze to składnik ekstra, który można pominąć.

sobota, 26 lipca 2014

arbuz na wytrawnie - najlepsza sałatka z arbuza z fetą

Codzienne bieganie wymaga od biegacza bardzo dobrzej dobranej diety, pełnowartościowej i zapewniającej szybką regenerację mięśni.
Bieganie uprawiam codziennie, z wyjątkiem dni kiedy pada - nie cierpię biegać w deszczu, a każdy trening to przynajmniej 60 minut biegu. Po powrocie marzę o szklance wody raczej niż o czymś do zjedzenia, a jednak byłam zmuszona zainteresować się dietą dla biegaczy bardzo gruntownie. Okazuje się, że kontuzje, które mnie nękają mogą być wynikiem zmęczonych, nie do końca zregenerowanych mięśni. Właściwa dieta przyśpiesza ich regenerację, ale co jeść, żeby się zregenerować a nie przytyć? Tu potrzebna jest fachowa literatura, a ta mówi, że węglowodany w odpowiednich proporcjach z białkiem to konieczność po treningu. Co najważniejsze, ten zastrzyk odżywczy musi być podany w pierwszych 30 minutach po wysiłku.
Spodziewam się, że fachowcy, którzy przeczytaliby mój wpis, mogliby podważyć tę teorię; ja sama szukając wiedzy w internecie, na stronach polskich i amerykańskich, napotykałam wiele koncepcji. Research zabrał mi dużo czasu, ostatecznie wybrałam najbardziej przekonującą koncepcję i tej się trzymam.
Ważnym elementem mojej diety są owoce i warzywa.
Wzorem kenijskich biegaczy po treningu posiłkuję się arbuzem. A tak polubiłam arbuza, że często wieczorami również go jadam, ale już w postaci sałaty. Dzisiejsza sałata to samo zdrowie i doskonała kompozycja składników odżywczych, węglowodanów, białka, minerałów i dobrego tłuszczu roślinnego.



    




Składniki:

ilości bardzo orientacyjne, dobierajcie je dowolnie

spory kawałek arbuza, oczyszczony z pestek i pokrojony w kostki
kilka pomidorów, najlepiej bardzo różnych rodzajów, pokrojonych w plasterki, a pomidorki koktajlowe na połówki
cebula czerwona, pokrojona w plasterki
kawałek opieczonej ciabatty, połamanej na kwałki
kawałek greckiego sera feta, pokrojonego w kostki
natka pietruszki, posiekana
oliwa virgin
odrobina soku z cytryny
sól, pieprz







Jak zrobilam:


Bardzo prosto:  na dużym talerzu ułożyłam kawałki arbuza, pomidory, cebulę, kawałki pieczywa i fetę. Skropiłam oliwą i sokiem z cytryny. Doprawiłam solą i pieprzem. Lekko wymieszałam delikatnie przerzucając składniki. Posypałam pietruszką. Sałata gotowa.








Buon apetitio! Jestem pewna, że pokochacie tę sałatę i będzie hitem tego lata.



piątek, 25 lipca 2014

Cassata Siciliana, lekki sycylijski tort z ricottą

Znacie lody o wdzięcznej nazwie cassaty? Kula lodów składająca się z kilku warstw, z których najlepsza jest ta środkowa, zamrożona śmietana nadziana bakaliami i kawałkami zmrożonej czekolady.
A teraz wyobraźcie sobie tort, który w większości jest jak ta środkowa warstwa, tylko zdecydowanie lżejszy, bo nadzienie to nie tłusta śmietana, ale z ricotta, a ta opatulona jest warstwami ciasta biszkoptowego nasączonego rumem.
Nie lubię tortów, kremów ani bitej śmietany, ale ten tort to najlepsze ciasto zbliżone do tortu, które ostatnio jadłam. Jest tak efektowne, że może być popisowym ciastem imieninowym czy urodzinowym.



  



Składniki:


ciasto biszkoptowe: (forma około 26cm)

4 jajka
225g mąki pszennej
1i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
 225g cukru
225g miękkiego masła
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 


UWAGA: w biszkopcie waga mąki, cukru i masła powinna być równa wadze jajek, stąd najpierw ważymy jajka, żeby wiedzieć jakich ilości pozostałych składników użyć.


nadzienie:

120g owoców kandyzowanych: wiśnie, skórka pomarańczowa, plasterki pomarańczy; ja użyłam zapasów przywiezionych z Grecji, owoców kumkwatu
4 duże łyżki białego rumu
750 - 800g sera ricotta
200g cukru pudru
120g gorzkiej czekolady, posiekanej


syrop rumowy:

50ml białego rumu
50g cukru 
150ml wody


do dekoracji:

3 łyżki konfitury morelowej
100g sera ricotta
150g sera mascarpone
4-5 łyżek cukru pudru
owoce do dekoracji

200g (opakowanie) masy marcepanowej






Jak zrobiłam:

ciasto biszkoptowe:


1.   Zważyłam jajka - ilość wagowa mąki, masła i cukru powinna być taka sama jak waga jajek - jajka bardzo się różnią wagą. Przygotowałam formę o średnicy 26cm - wyłożyłam ją papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzałam do 180'C.

2.   W misce wymieszałam mąkę, proszek i cukier, dodałam miękkie masło i ekstrakt waniliowy. Wbiłam jajka i dobrze ubiłam całość mikserem, aż masa była puszysta i jasna. Przełożyłam do formy. Piekłam przez 30 - 40 minut, aż ciasto było złociste na wierzchu. Zostawiłam na 5 minut w formie, a potem wyłożyłam na kratkę, żeby biszkopt całkowicie wystygł.







nadzienie z ricotty:


 Owoce kandyzowane zalałam rumem i moczyłam przez około 20 minut, potem odsączyłam. W międzyczasie ubiłam ricottę z cukrem, aż była całkowicie gładka.Wymieszałam z posiekanymi owocami z rumu i posiekaną czekoladą. Przykryłam folią i włożyłam do lodówki najlepiej na noc, ale 1 godzina też wystarczy.


syrop rumowy i biszkopt:

1.   Wodę i cukier w garnuszku podgrzałam na małym ogniu mieszając, aż cukier się rozpuścił. Przez chwilę potrzymałam na ogniu bez mieszania, zdjęłam z ognia i ostudziłam. Wtedy wlałam rum.

2.   Biszkopt przekroiłam na pół. Nasączyłam każdą z części syropem. Na spód wyłożyłam masę z ricotty i przykryłam drugą częścią. Dobrze docisnęłam. 
 Przykryłam folią ostrożnie i włożyłam do lodówki; jeżeli można, najlepiej na noc, ja nie miałam aż tyle czasu.









całość:

Wyjęłam ciasto z lodówki i przełożyłam na talerz do podawania ciasta. Masę marcepanową rozwałkowałam i przycięłam paski, którymi obłożyłam boki tortu. Powinien wystawać około 1cm ponad wierzch ciasta.

Konfiturę podgrzałam leciutko z odrobiną wody, przetarłam przez sito i rozprowadziłam na wierzchu ciasta. 

Sery ricottę i mascarpone wymieszałam z cukrem. Krem wyłożyłam na warstwie konfitury i wyrównałam tak, żeby mieścił się w marcepanowym brzegu. Udekorowałam owocami. 







Cassata trzeba do podania przechowywać w lodówce. Można podawać ze świeżymi owocami również. Wspaniały, lekki deser na lato.








czwartek, 24 lipca 2014

Arancini, czyli sycylijskie pomarańcze ryżowe nadziewane mięsem

Nie przepadam za ryżem, za wyjątkiem tego na risotto, stąd wiele potraw ryżowych, za którymi większość przepada, dla mnie może nie istnieć. A więc raczej nie znajdziecie u mnie na blogu zbyt wielu przepisów ryżowych, poza risotto, które uwielbiam i które dla mnie nie smakuje ryżem.
A jednak, sycylijskie kule, a właściwie pomarańcze ryżowe, urzekły mnie totalnie.
Ryż używany do zrobienia aranci to właśnie ten na risotto. W środku kul jest nadzienie, bardzo dobrze przyprawione, nie są więc nudne czy suche, a obsmażenie ich w głębokim tłuszczu powoduje, że pokryte są skórką, która przyjemnie chrupie przy każdym kęsie.
Stopień trudności tej potrawy to zdecydowanie nie jedynka; ulepienie kul i umieszczenie nadzienia w środku wymaga pewnej zręczności, ale przy trzeciej czy czwartej pomarańczy gwarantuję, że osiągniecie wprawę i będziecie czerpać przyjemność i satysfakcję z produkowania ich.



 






Składniki:
około 16 sztuk

300g ryżu na risotto
100g startego ostrego żółtego sera
150g sera mozzarella, pokrojonego w kostkę

2 jajka, rozbełtane
około 2 kubki bułki tartej
olej do głębokiego smażenia - 1 - 1i1/2 litra
sól


200g świeżego groszku
40g masła
2 łyżki oliwy
1 cebula pokrojona w drobną kosteczkę
250g mielonej wołowiny stekowej
2 łyżki białego wytrawnego wina
2 łyżki przecieru pomidorowego
sól, pieprz






Jak zrobiłam:

1.    Ugotowałam ryż na risotto al dente - w gotującej, osolonej wodzie przez około 15-20 minut. Odsączyłam, przełożyłam do miski i wymieszałam ze startym ostrym serem. Ostudziłam; ryż stygnie dość długo, musi być letni, bo nie da się lepić z niego kul, parzy w palce.

2.   Groszek zblanszowałam w gotującej wodzie - przez 5 minut, odcedziłam i odstawiłam. Na patelni rozgrzałam masło z oliwą i smażyłam cebulę przez około 5 minut, ciągle mieszając, aż była miękka. Wrzuciłam mięso, zwiększyłam ogień i smażyłam, aż mięso zbrązowiało. Dodałam wino, gotowałam aż odparowało. Przecier pomidorowy rozcieńczyłam odrobiną wody, dodałam do mięsa. Przyprawiłam solą i pieprzem i dusiłam przez około 40 minut na wolnym ogniu. Dodałam groszek i dusiłam całość przez jeszcze kilka minut. Ostudziłam.

3.   Zrobiłam krokiety; porcję ryżu ułożyłam na lewej dłoni i uformowałam kotlecik. Po środku nałożyłam łyżeczkę mięsa i kosteczkę mozzarelli, a potem zamknęłam kotlecik w kulkę. W ten sposób zrobiłam około 16 kulek. Na jednym talerzu rozbełtałam jajka, a na drugi wysypałam bułkę tartą. Olej w garnku rozgrzałam do 180'C. Każdą kulkę obtoczyłam w jajku, a potem w bułce. Krokiety smażyłam porcjami w dobrze rozgrzanym oleju, aż były złociste. Wykładałam porcje na ręczniki papierowe, żeby odsączyć tłuszcz.
natychmiast podawałam, mocno gorące.



   


Ważne jest, żeby tłuszcz do smażenia krokietów był bardzo dobrze rozgrzany. Można to sprawdzić zanurzając w nim kawałek chleba, który powinien zbrązowieć w około 30 sekund.


  


Smażąc aranci trzeba je przewracać, żeby upiekły się równomiernie.
Krokiety są pyszne na gorąco, mozzarella przyjemnie topi się w środku mięsnego nadzienia, a skórka chrupie. Jadłam je również następnego dnia, na zimno, też były doskonałe jako przekąska.  







środa, 23 lipca 2014

wegańskie ciasto kruche z owocami leśnymi, malinami i jagodami, posypane chałwą

Macie ochotę na kruche ciasto z owocami leśnymi? A jeśli do tego ciasto jest wegańskie i ma smak chałwy? I jeszcze, zrobienie go zajmie około pół godziny?
Nie jestem weganką, ale przepisy z tej kuchni pociągają mnie niezmiernie. Ciasta bez jaj i masła piekłam już wielokrotnie, ale kruche zrobiłam po raz pierwszy i muszę powiedzieć, że w smaku niczym nie odbiega od tego klasycznego.
Zrobienie go zabrało mi chwilę, piecze się je również błyskawicznie, a smak jest rewelacyjny. Spróbujcie sami.
Ciasto jest wegańskie i bezglutenowe.






Składniki:

100g mąki kukurydzianej
50g mielonych orzechów laskowych lub włoskich - można je zastąpić tą samą ilością mąki kukurydzianej
80g mąki ryżowej - ja użyłam mąki z ryżu brązowego
szczypta soli
około 120g cukru - ilość zależy od preferencji, można dodać trochę więcej
130ml oleju słonecznikowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
odrobina wody - opcjonalnie


1/2 kubka świeżych malin
1/2 kubka jagód

3 łyżki brązowego cukru
1 łyżka mąki kukurydzianej
skórka starta z 1/2 cytryny

garść chałwy - opcjonalnie









Jak zrobiłam:

1.    Przygotowałam blaszkę o średnicy około 21cm - wyłożyłam ją papierem do pieczenia. 
W misce wymieszałam wszystkie suche składniki. Dolałam olej, cały czas mieszając ciasto, a potem dokończyłam zagniatanie ręką. Jeżeli ciasto jest za suche, można dodać odrobinę wody.
Ciasto podzieliłam na dwie części - 2/3 i 1/3.

2.   Większą częścią ciasta wylepiłam spód blaszki. Piekłam w piekarniku rozgrzanym do 180'C przez 15 - 20 minut, aż był leciutko złocisty. 

3.   Owoce wymieszane z brązowym cukrem, mąką i skórką z cytryny wyłożyłam na podpieczony spód. Z pozostałego ciasta - 1/3 zagniotłam kruszonkę ( można dodać trochę więcej cukru i odrobinę oleju, będzie łatwiej uformować grudki ), posypałam owoce. Piekłam dalej, około 20 minut, aż kruszonka zbrązowiała.

4.    Tuż przed końcem pieczenia, posypałam wierzch pokruszoną chałwą waniliową i wstawiłam jeszcze na chwilę do piekarnika, żeby chałwa się rozpuściła.



    



Jadłam jeszcze gorące, parząc sobie palce, a smak nie do opisania! Mimo, że chałwy jest odrobina na wierzchu, całe ciasto smakuje sezamowo - chałwowo; myślę, że to dzięki użyciu oleju słonecznikowego i mąki kukurydzianej. Doskonałe! Polecam gorąco, dosłownie - patrzę na swoje poparzone palce - weganom i nie - weganom.




poniedziałek, 21 lipca 2014

hummus z bobu z koperkiem

Mam wątpliwości co do nazywania tego dipu hummusem. Dlaczego? Ponieważ arabskie słowo hummus oznacza ciecierzyca, a nie bób. Z drugiej strony, i ciecierzyca i bób należą do roślin bobowatych, więc są sobie bliskie. Najlepszą nazwą dla tej pasty będzie więc zdecydowanie hummus.
Hummus jest dzisiaj bardzo popularny i modny, co nie jest dziwne, bo smakuje doskonale i jest wyjątkowo odżywczy. Nie będę się rozpisywać o jego właściwościach dietetycznych, każdy może sobie poczytać o tym w Wikipedii, co i ja zrobiłam; zaznaczę jedynie, że zdziwiła mnie jego niska kaloryczność, bo 100g pasty to jedynie około 160kcal, a zawartość dobroczynnych dla organizmu składników ogromna.
Wiecie, że początki hummusu sięgają XIIIw? A dzisiaj jada się go chyba wszędzie.
Hummus z bobu będzie odmianą klasycznego z ciecierzycy, ale szczerze mówiąc jest jeszcze lepszy, a robi się go łatwiej, bo wystarczy widelec, nie trzeba używać blendera czy maszynki do mięsa.






Składniki:

0.5kg bobu
2-3 łyżki pasty sezamowej tahini
oliwa virgin- na wyczucie, około 1/4 kubka powinno wystarczyć
1-2 ząbki czosnku
garść orzeszków pinii, uprażonych na suchej patelni
garść świeżego koperku, grubo pokrojonego
kilka listków mięty
1 łyżka soku z cytryny, świeżo wyciśniętego
sól, pieprz
















Jak zrobiłam:

1.   Ugotowałam bób - wystarczy około 4-5 minut - w lekko osolonej wodzie, ostudziłam i obrałam z łupin.

2.   Do dużej miski wrzuciłam bób, czosnek grubo posiekany, posiekany koperek, miętę i wszystko zblendowałam, dolewając w trakcie po trochu oliwę, żeby nie była za sucha. 

3.   Dolałam sok z cytryny, dodałam tahini, wymieszałam, doprawiłam solą i pieprzem. Wyłożyłam do miski, polałam oliwą i udekorowałam, a na końcu posypałam uprażonymi orzeszkami pinii.



   



Hummus z bobu jest gotowy. Bób jest miękki, można go rozgnieść widelcem, a czosnek rozgnieść i wymieszać wszystko, dodając pozostałe składniki, łyżką czy widelcem.

Do pasty najlepsze jest pieczywo, można upiec chlebek arabski czy indyjski, ale równie dobry będzie kawałek macy.




niedziela, 20 lipca 2014

involtini di melanzane con tonno po sycylijsku, czyli gołąbki z bakłażanów z nadzieniem z tuńczyka i sera owczego

Teraz będzie o bakłażanie.
Króluje w kuchni śródziemnomorskiej, włoskiej, greckiej, hiszpańskiej, zmieniają się tylko przyprawy i rodzaje oliwy używane do przyrządzania dań z użyciem bakłażana.
Nie tak dawno gotowałam caponatę, czyli rodzaj ratatouille po sycylijsku, której podstawą jest bakłażan, z rodzynkami i oliwkami. Zrobiła furorę. Dzisiaj gołąbki z bakłażana w stylu sycylijskim, łatwe i szybkie, przede wszystkim zdrowe, doskonałe danie na lato.
Chyba wszyscy w Polsce kochają gołąbki. Można je nadziewać dowolnie, mięsem, ryżem czy warzywami, ale bazą zawsze jest kapusta. A jeżeli zamienimy kapustę na bakłażana, użyjemy innych przypraw i oliwy, to ugotujemy śródziemnomorskie involtini.
Involtini również można nadziewać na wiele sposobów, ricottą, halloumi, czy szpinakiem.
Dzisiejsza wersja to starty ser owczy z tuńczykiem, jajkiem, pokruszonym chlebem i nie tylko, w stylu sycylijskim.







Składniki:

2 bakłażany - na około 18 sztuk involtini

sól, pieprz
oliwa

nadzienie:

1 szklanka startego sera owczego - parmezan, gran padano, albo oscypka
1 puszka tuńczyka w sosie własnym
1 jajko
garść posiekanej pietruszki
kilkanaście oliwek czarnych bez pestek, pokrojonych w kosteczkę
5-6 suszonych pomidorów w oleju
sól, pieprz
oliwa






Jak zrobiłam:

1.   Umyte bakłażany pokroiłam wzdłuż w plastry około 0.5cm grubości; nie mogą być grubsze, a a cieńsze mogą się rozpadać przy grillowaniu. Posmarowałam z każdej strony leciutko oliwą, posoliłam i lekko posypałam pieprzem. Rozgrzałam patelnię grillową i opiekłam każdy plaster z obu stron, 2 - 3 minuty z każdej strony, aż zmiękły. Odłożyłam na bok i przygotowałam nadzienie.

2.   Ser wymieszałam z rozdrobnionym tuńczykiem, posiekanymi pomidorami i pokrojonymi oliwkami, dodałam bułkę tartą, jajko, posiekaną pietruszkę, wymieszałam całość dokładnie. Przyprawiłam solą i pieprzem. 

3.   Porcje nadzienie nałożyłam po środku każdego plastra bakłażana i zawinęłam ostrożnie. Układałam roladki w naczyniu żaroodpornym. Jeżeli boicie się, że roladki się rozwiną, można je spiąć wykałaczką. Ja tego nie robię, spokojnie wytrzymują pieczenie po ułożeniu w naczyniu. Pokroiłam oliwą.

4.   Piekarnik rozgrzałam do 180'C i piekłam involtini przez około 15 - 20 minut. Muszą być gorące do samego środka nadzienia.






Involtini są w zasadzie przystawką, ale podane z pieczywem i sałatą stanowią podstawę pełnego dania na lunch czy kolację.
Nadzienie można zmieniać albo modyfikować. Moja propozycja to jedna z wielu możliwości. 


dressing: ( opcjonalnie)

Wymieszać oliwę z rozgniecionym ząbkiem czosnku, miodem, czerwonym winnym octem balsamicznym, odrobiną soku z cytryny. Odstawić na chwilę, żeby składniki się przegryzły. Polać bakłażany po upieczeniu.