czwartek, 26 lutego 2015

krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami śliwkowymi

Zaniedbałam bloga, bardzo dawno mnie tutaj nie było.
W tym czasie ładowałam baterie. Tak na mnie działają podróże. Co jakiś czas muszę zmienić klimat i krajobraz, zainspirować się i oderwać od codziennej rzeczywistości. Wracam pełna energii i chęci do działania, chce mi się gotować i robić zdjęcia, wymyślać menu na warsztaty albo na 'nowe życie'; zaczynam nowe życie każdej wiosny. A odświeżająca destynacja wcale nie musi być odległa. Tym razem był to Amsterdam i co więcej, nie był to mój pierwszy raz w tym mieście, a jednak wyprawa zadziałała doskonale. Odwiedziłam tyle czarodziejskich nowych miejsc, zainspirowałam się sztuką, modą i stylem ulicy, rowerowym stylem życia, no i w końcu językiem holenderskim, który wydaje mi się dramatycznie trudny do opanowania, choćby w stopniu podstawowym.

Dzisiaj przepis na krajankę piernikową, na którą inspirację znalazłam na blogu Trufli - Patrycja, dziękuję za ten piernik, chociaż nie powinnam, bo jest tak dobry, mimo, że nie najłatwiejszy, że ja sama zjadam większość i nic z tym nie mogę zrobić.

A dlaczego krajanka piernikowa wiosną? A właściwie, dlaczego nie? Niedawno odkryłam to ciasto i nieustannie się nim cieszę. Plus tej pyszności jest taki, że nawet malutki kawałek daje ogromną satysfakcję.






Składniki:

ciasto
3 1/3 kubka mąki pszennej, w tym 1/2 kubka mąki orkiszowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 i 1/2 opakowania przyprawy piernikowej
szczypta soli
1/2 szklanki miodu
3/4 kubka cukru
1/2 kostki masła
1 jajko
garść drobno posiekanych orzechów włoskich
2 łyżeczki kandyzowanej skórki pomarańczowej  
Do przełożenia: powidła śliwkowe i marcepan

Marcepan: 
pasta migdałowa - z przepisu poniżej
1/2 kubka cukru pudru
2 żółtka
1/3 kubka mąki
1 łyżka mleka

po 1 łyżce soku pomarańczowego i cytrynowego
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego

Pasta migdałowa: 
1  1/2 kubka migdałów mielonych migdałów
1  1/2  kubka cukru pudru
1 białko
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
szczypta soli

Składniki wymieszałam i wyrobiłam na gładką masę. Schłodziłam w lodówce, masa musi być zimna przed kolejnym etapem.

Przygotowanie marcepanu:
Pastę migdałową roztarłam z cukrem pudrem, dodałam pozostałe składniki i dobrze wymieszałam.

Lukier: 
1 kubek cukru pudru
3 łyżki brandy (alkohol można w całości zastąpić sokiem z cytryny czy pomarańczy)

1 słoik powideł śliwkowych, najlepiej domowej roboty 




Jak zrobiłam:

1.   Rozgrzałam piekarnik do 180'C. Blaszkę 36x25cm wyłożyłam papierem do pieczenia.

2.   Mąkę wymieszałam z proszkiem, sodą i solą, dodałam grubo posiekane orzechy i skórkę.
Miód, cukier i masło rozgrzałam w dużym rondlu, dodałam przyprawę piernikową i całość wymieszałam.
Dodawałam porcjami mąkę, ciągle mieszając, ciasto powinno odchodzić od ścianek rondla.  
Zdjęłam z ognia, żeby lekko przestygło, dodałam jajko i wymieszałam dokładnie. Na blacie szybko wyrobiłam ciasto.

3.   Ciasto podzieliłam na dwie części, każdą rozwałkowałam na prostokąt wielkości rozmiarów blaszki. Jedną przeniosłam na spód blaszki, wyłożyłam na nią masę marcepanową, a na marcepanie rozprowadziłam warstwę powideł śliwkowych. Przykryłam drugą częścią ciasta.
Piekłam 25 - 30 minut, aż wierzch leciutko się zrumienił.
Wyjęłam, lekko przestudziłam i jeszcze ciepłe polukrowałam. Po wystudzeniu pokroiłam na kawałki.
Można przechowywać w szczelnej puszce.







środa, 18 lutego 2015

sycylijskie ciastka migdałowe bez odrobiny mąki

To niesamowite ciastka. Na te klasyczne ciastka z Sycylii jest wiele przepisów, różniących się w zasadzie szczegółami. Wypróbowałam już kilka i muszę powiedzieć, że każdy jest doskonały, chociaż ciastka, pozornie bardzo podobne, różnią się w zależności od przepisu - kształtem, konsystencją i twardością.
Dzisiejszy przepis pochodzi z bloga Due Spaghetti, dedykowanego włoskim przepisom. Włoska nazwa ciastek migdałowych brzmi pięknie, Pasticcini alle mandorle, a pasticcini są tak cudowne i słoneczne jak Sycylia.





Składniki:

200g mielonych migdałów
200g bardzo drobnego cukru
około 50g białek ( z mniej więcej dwóch jajek )
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
wiśnie kandyzowane albo owoce kandyzowane kumquatu


Jak zrobilam:

Wymieszałam migdały z cukrem, dodałam białko i ekstrakt waniliowy, wyrobiłam całość na gładkie, błyszczące i elastyczne ciasto.
Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia uformowałam łyżką kulki o średnicy około 4cm w kilkucentymetrowych odstępach. W każde ciastko wcisnęłam połówkę owocu ( wiśnie całe ).

Ciastka powinny być schłodzone w lodówce przez co najmniej 2 godziny. Ja nie miałam na to czasu, stąd ciastka trochę się rozlały - po schłodzeniu będą bardziej kuliste.

Piekłam w 180'C przez około 15 minut, aż były złociste. 





sałatka ziemniaczano jajeczna z kaparami i korniszonami

Kiedy nadchodzi czas umiaru w jedzeniu, a nie jestem w tej kwestii ortodoksyjna, staram się ograniczyć jedzenie słodyczy, ciast i ciastek. Ograniczyć, jednak nie zrezygnować z nich całkowicie.
Wtedy szczególnie przydają się przepisy na sałatki, które doskonale wypełniają dzienny jadłospis. Sałatki z ziemniaków są w naszym klimacie bardzo popularne. Nieustającą popularnością cieszy się klasyczna sałatka jarzynowa, ale chyba nikogo nie trzeba uczyć, jak ją zrobić.
Sałatka ziemniaczano jajeczna z kaparami i korniszonami to ciekawa propozycja połączenia łagodnego smaku podstawowych składników z kwaśno ostrymi dodatkami, w kremowym majonezie z creme fraiche i odrobiną octu. Przepis na nią znalazłam w Gourmet Traveller, ostatnio moim ulubionym adresie kulinarnym.



 


Składniki:

6 dużych ziemniaków
6 jajek
250g creme fraiche ( ja nie miałam, użyłam 150g jogurtu greckiego )
200g majonezu
1 łyżka musztardy Dijon
1 łyżka białego octu
70g kaparów, odsączonych
100g korniszonów, pokrojonych w cienkie plasterki
2 szalotki, pokrojone w cienkie plasterki
sól, pieprz

liście pietruszki - do dekoracji



Jak zrobiłam:

1.   Ziemniaki ugotowałam w łupinach, ostudziłam, obrałam ze skórki, pokroiłam w dość dużą kostkę.

2.   Jajka ugotowałam na lekko twardo, 8 minut, żeby żółtko było jeszcze lekko miękkie. Po tym czasie zalałam lodowatą wodą. Obrałam ze skorupki, podzieliłam na ćwiartki, odłożyłam na bok.

3.   Pozostałe składniki wymieszałam w misce, doprawiłam. Dodałam ziemniaki i lekko wymieszałam, żeby całość była pokryta sosem. Wyłożyłam do miski do podania, ułożyłam na wierzchu jajka, posypałam pietruszką i doprawiłam pieprzem. 










niedziela, 15 lutego 2015

Persian love cake - perskie ciasto miłości

Wiem, wiem, spóźnione, już po Walentynkach, ale kto powiedział, że ciasto miłości działa tylko 14-go lutego? Jest tak dobre, a nazwa tak cudowna, ze powinniśmy się nim cieszyć przez cały rok, podobnie jak miłością.
To przepis Chefa Gerard Yaxley, po raz pierwszy podany przez Gourmet Traveller. Ciasto miłości można nadal zjeść w wielu kawiarniach, chociażby u Ottolenghi w Londynie, w Notting Hill, a teraz czas żeby zrobiło karierę na naszym rodzimym gruncie, bo smakoszy u nas nie brakuje.
Podstawowy składnik ciasta to mielone migdały i jogurt grecki. Ciasto jest doskonale wilgotne, o ciekawym smaku będącego kompozycją słodkiego, migdałowego i lekko kwaśnego, a przyprawionego nutą gałki muszkatołowej. Do wykonania go nie potrzeba żadnego specjalnego sprzętu, właściwie wystarczy miska i widelec, przygotowanie jest szybkie, a pieczenie trwa zaledwie trochę ponad pół godziny. Zakochałam się w cieście miłości.





Składniki:

360g mielonych migdałów
220g brązowego cukru
120g miękkiego masła
2 jajka, lekko ubite
1 łyżeczka soli
250g jogurtu greckiego
1 łyżka gałki muszkatołowej
45g pistacji, grubo posiekanych









Jak zrobiłam:
forma - torownica 26cm


1.   Wymieszałam migdały, cukier, sól i masło, roztarłam palcami, aż masa przypominała kruszonkę. Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia. Połowę masy wyłożyłam na spód formy, wygniotłam łyżką twardą warstwę.

2.   Do pozostałej połowy dodałam lekko ubite jajka, jogurt i gałkę muszkatołową, bardzo dobrze wymieszałam drewnianą łyżką, aż masa była kremowa. Wylałam na spód.

3.   Posiekanymi pistacjami obsypałam brzeg ciasta. Piekarnik rozgrzałam do 180'C i piekłam ciasto przez 30-35 minut, aż było złociste.





Ciasto podaje się z łyżką jogurtu greckiego.


  

pasta z tuńczyka z suszonymi pomidorami

Szybki przepis, błyskawiczna pasta, wystarczy świeże pieczywo i doskonała przekąska gotowa.
Pasta jest pyszna z chrupiącym chlebem czy bagietką, ale najczęściej wyjadam ją łyżką prosto z miski i najbardziej tak właśnie lubię.
Składniki potrzebne do zrobienia pasty nie są szczególnie wyszukane, zwykle mam je pod ręką, sama nie wiem, dlaczego tak rzadko korzystam z tego przepisu.
A zainspirowała mnie Trufla, o której blogu wspomniałam już wcześniej, przy okazji bułeczek orkiszowych (klik).







Składniki:

1 puszka tuńczyka w sosie własnym (185g)
kilka ostrych papryczek w oliwie ( rodzaj jalapeno), można dodać ostra paprykę albo pieprz cayennew proszku
kilka szczypt tymianku
5-6 suszonych pomidorów w oliwie
sól, pieprz
łagodna oliwa


Jak zrobiłam:

Do wysokiej miski włożyłam tuńczyka, pomidory z dwiema łyżkami oleju z zalewy, tymianek, 2 łyżki oliwy i papryczki. Wszystko zblendowałam na gładką masę. Jeżeli jest za sucha, trzeba dodać trochę więcej oliwy w trakcie miksowania. Doprawiłam solą i pieprzem.  





Pastę można przechowywać w lodówce do 2-3 dni, najczęściej jednak nie ma takiej potrzeby.

niedziela, 8 lutego 2015

pączuszki z mascarpone, nadziewane konfiturą morelową

Najlepsze są pączuszki serowe, szybkie, łatwe i świetne w smaku. Nie bez powodu, są szybką przekąską z gatunku street food w krajach azjatyckich.
Takie już robiłam, zainspirowana warsztatami z Tomkiem Woźniakiem ( pączuszki serowe - klik ).
Dzisiaj postanowiłam wypróbować coś nowego, a tym nowym będzie zastosowanie mascarpone w cieście na pączki. Mam mało czasu, już pora na mój niedzielny trening, pączki muszą więc być szybkie i nieskomplikowane. Dzisiejszy wpis w związku z tym też jest krótki i konkretny, przechodzę do rzeczy.






Składniki:

na około 18-20 sztuk małych pączków

250g mąki pszennej
1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
250g serka mascarpone
1/3 kubka cukru
2 łyżki cukru waniliowego
2 żółtka
3-4 łyżki jogurtu greckiego
szczypta soli

około 1l oleju słonecznikowego, do smażenia

lukier:

200g cukru pudru
2 łyżeczki cynamonu mielonego
4 łyżki mleka

konfitura morelowa, do nadziewania pączków






Jak zrobiłam:

1.   W misce wymieszałam mąkę z sodą i solą. Dodałam rozdrobniony serek mascarpone, żółtka, a potem jogurt grecki. Wymieszałam wszystko, a potem ręką szybko wyrobiłam ciasto. Trochę podsypałam mąką, za mocno się kleiło.

2.   Gotowe ciasto delikatnie rozwałkowałam na placek grubości trochę ponad 1cm i wycięłam kółka o średnicy około 7cm. Kółko rozpłaszczyłam w dłoni, nałożyłam konfiturę morelową, moją ulubioną, a potem zamknęłam kółko, zaklejając je dokładnie i formując pączuszka. Nie można nakładać za dużo nadzienia, bo pączki się nie dosmażą, będą surowe w środku.

3.   W średniej wielkości garnku rozgrzałam olej, musi być bardzo gorący, około 180'C, smażyłam pączki, po 3-4 jednocześnie, przewracając je, aż były lekko brązowe. Wyjmowałam łyżką cedzakową na półmisek wyłożony ręcznikami papierowymi.

4.   Przygotowałam lukier, czyli w kubku wymieszałam cukier z mlekiem i cynamonem na gładką kremową masę. Polałam pączki lukrem. 





sobota, 7 lutego 2015

bułeczki orkiszowe z siemieniem lnianym

Rzadko trafiają się tak dobre przepisy na pieczywo drożdżowe jak ten.
Trafiłam na niego na blogu Trufli. Mam do przepisów Patrycji ogromne zaufanie, ponieważ jak dotychczas nie tylko nigdy mnie nie zawiodły, ale były zaskakująco dobre. Postanowiłam bułeczkom orkiszowym dać szansę i nie pomyliłam się, wszystko jak zwykle wyszło świetnie.
Ilości podane w przepisie sprawdzają się idealnie, ciasto wyrasta doskonale, a po upieczeniu bułki są puszyste, ale nie suche, delikatne i ciekawe, lekko orzechowe w smaku, a to dzięki mące orkiszowej i dodatkowi siemienia.
Do przepisu wprowadziłam małe zmiany.






Skladniki:
na 10 średnich bułeczek

265g mąki orkiszowej
55g mąki pszennej ( miała być pszenna razowa )
1 i 1/3 łyżeczki suchych drożdży
20g siemienia lnianego ( miało być jasne, użyłam ciemnego )
1 łyżka miękkiego masła
1 łyżka oleju słonecznikowego, plus trochę do wysmarowania miski
1 łyżeczka syropu z agawy ( można użyć miodu )
200ml ciepłej wody
1 czubata łyżeczka soli morskiej, rozpuszczonej w odrobinie gorącej wody 


Jak zrobiłam:

1.   Do miski wlałam wodę, dodałam drożdże, syrop z agawy, masło sól i siemię lniane. Wymieszałam dobrze.

2.   Dodałam obie mąki, wymieszałam, wyłożyłam na blat i przez 3-4 minuty wyrabiałam ciasto, aż było elastyczne. Polałam olejem i zagniotłam, żeby ciasto wchłonęło olej. Ciasto włożyłam do naoliwionej miski, przykryłam folią i odstawiłam w ciepłe miejsce na ponad godzinę, żeby podwoiło swoją objętość.

3.   Wyjęłam z miski, podzieliłam na 10 części, uformowałam bułeczki i ułożyłam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawiłam pod folią w ciepłym miejscu na kolejną godzinę, do napuszenia.

4.   Piekarnik rozgrzałam do 210'C. Bułeczki posmarowałam olejem i piekłam około 15 minut, aż były rumiane z wierzchu.

     





Bułeczki po upieczeniu były chrupiące i pachnące, następnego dnia też świeże i wilgotne.